Twój Trener Personalny - Bartosz Stępień

· zaktualizowany

Zbilansowana dieta - co to znaczy w praktyce i jak ją sobie ułożyć

„Zbilansowana dieta" brzmi jak hasło z ulotki i właśnie dlatego większość ludzi odbija się od tego tematu. Rozbiję to na konkret: co ma się znaleźć na talerzu, czego ograniczyć, i - to najważniejsza część - od czego zacząć, jeżeli wszystko naraz brzmi jak za dużo.

Od razu zaznaczę zakres: to są podstawy, które sprawdzają się u zdrowej osoby chcącej jeść lepiej. Przy chorobie, alergii czy w ciąży plan układa się inaczej i wtedy pierwszy jest lekarz.

Co to w ogóle znaczy „zbilansowana"

Tyle, że dostarczasz organizmowi wszystkiego, czego potrzebuje, w rozsądnych proporcjach. Nie że jesz idealnie. Nie że wszystko ważysz.

Praktycznie sprowadza się to do kilku grup produktów, które mają się pojawiać regularnie.

Białko. Buduje i naprawia tkanki, a przy tym syci najmocniej ze wszystkich składników. Mięso, ryby, jaja, drób, nabiał, rośliny strączkowe, orzechy i nasiona. To jest ta rzecz, której ludziom brakuje najczęściej - i pierwsza, którą sprawdzam, gdy ktoś mówi, że jest ciągle głodny.

Węglowodany. Dają energię, więc nie ma sensu ich wycinać. Ma sens wybierać te z pełnego ziarna, warzyw i owoców zamiast tych z cukru i białej mąki.

Tłuszcze. Niezbędne, między innymi po to, żeby wchłaniały się witaminy. Oliwa z oliwek, awokado, orzechy, tłuste ryby. Ograniczaj tłuszcze nasycone i trans - te z fast foodów i z żywności mocno przetworzonej.

Warzywa i owoce, w różnych kolorach. Kolor nie jest tu ozdobą - różne kolory oznaczają różne składniki, więc barwny talerz to najprostszy sposób na urozmaicenie bez tabelek.

Nabiał albo jego zamienniki. Głównie ze względu na wapń i kości. Roślinne alternatywy też się liczą, o ile są wzbogacane.

Błonnik. Pełne ziarno, otręby, warzywa, owoce, strączki. Pomaga trawieniu i stabilizuje poziom cukru we krwi, przez co po posiłku nie lądujesz w szufladzie ze słodyczami.

Czego ograniczyć

Cukier i napoje słodzone. Największy pojedynczy zysk u większości osób, bo to kalorie, które się pije i których się nie zauważa. Nadmiar cukru to też prosta droga do problemów metabolicznych.

Sól. Nadmiar podnosi ryzyko nadciśnienia, a większość jej zjadamy nie z solniczki, tylko z gotowych produktów.

Żywność mocno przetworzona. Nie dlatego, że jest „zakazana", tylko dlatego, że łatwo jej zjeść dużo i trudno się nią najeść.

Ile wody

Tyle, żeby mocz był jasny. To wystarczająco dobra miara i nie wymaga aplikacji.

Dobry punkt startowy to szklanka wody zaraz po przebudzeniu - po nocy organizm jest odwodniony, a to jeden z tych nawyków, które kosztują trzydzieści sekund. Jeżeli zastanawiasz się nad wyborem konkretnej wody, napisałem o tym osobno przy okazji składu wód butelkowanych.

Porcje i regularność

Regularne jedzenie działa nie dlatego, że „rozkręca metabolizm" - to akurat mit - tylko dlatego, że nie dopuszcza do momentu, w którym jesteś tak głodny, że wybór przestaje być Twój.

Trzy posiłki i ewentualnie przekąska między nimi wystarczą większości ludzi. Jeżeli wolisz dwa duże - też dobrze, o ile mieścisz w nich białko i warzywa.

Rozmiar porcji jest ważniejszy niż to, co jest w środku. Można przytyć na samym zdrowym jedzeniu.

Czytaj etykiety, ale tylko dwie rzeczy

Nie musisz analizować całej tabeli. Sprawdzaj skład i cukier.

Krótki skład to zwykle lepszy produkt. A cukier w składzie potrafi się chować pod kilkoma nazwami naraz, więc jeżeli syrop glukozowo-fruktozowy jest wysoko na liście, wiesz już, z czym masz do czynienia.

Od czego zacząć, jeżeli to wszystko brzmi jak za dużo

Bo brzmi. I to jest powód, dla którego większość „diet od poniedziałku" kończy się w środę.

Wybierz jedną rzecz. Nie pięć. Jedną, tę najprostszą u Ciebie - może to być białko w każdym posiłku, może szklanka wody rano, może odstawienie słodkich napojów. Rób ją dwa tygodnie, aż przestaniesz o niej myśleć. Dopiero potem dokładaj następną.

To jest nudne i dlatego działa. Im mniej zmian naraz na siebie narzucasz, tym mocniej możesz się skupić na tej, którą faktycznie wprowadzasz.

Trzy rzeczy, które ułatwiają start bardziej niż jakakolwiek wiedza teoretyczna:

Na wyjeździe rządzą trochę inne zasady - o tym jest osobny tekst: jak jeść na wyjeździe.

Jedzenie to jedna z czterech rzeczy

Dieta bez reszty układanki daje połowę tego, co mogłaby dać. Pozostałe trzy filary są równie nudne i równie skuteczne:

Ruch. Nie musisz zaczynać od maratonu. Codzienny spacer, rower, cokolwiek regularnego. Jeżeli chcesz wejść na siłownię, mam gotowy plan pierwszego treningu.

Sen. Brak snu rozwala kontrolę apetytu skuteczniej niż jakakolwiek pokusa - napisałem o tym więcej we wpisie o jakości snu.

Stres. Prowadzi prosto do jedzenia emocjonalnego. Kilka rzeczy, które realnie pomagają, zebrałem w tekście o redukcji stresu.

I czwarta, o której się rzadko mówi: coś, co sprawia Ci przyjemność. Plan, w którym nie ma miejsca na nic, co lubisz, nie przetrwa miesiąca. Nie dlatego, że masz słabą wolę - dlatego, że jest źle ułożony.

Czego się spodziewać

Nie zmiany w tydzień. Przy sensownym tempie pierwsze różnice widać po kilku tygodniach, a wyraźne po dwóch, trzech miesiącach - opisałem to dokładniej w uczciwej osi czasu efektów.

I jeszcze jedno, bo to najczęstsze rozczarowanie: waga potrafi spaść, a sylwetka wyglądać tak samo. To nie znaczy, że coś robisz źle - znaczy, że sam deficyt to za mało.

Kiedy to nie wystarczy

Jeżeli masz chorobę przewlekłą, problemy z tarczycą, insulinooporność, alergie albo jesteś w ciąży - te podstawy dalej obowiązują, ale plan trzeba pod to podłożyć i zacząć od lekarza. To samo, jeżeli jesz sensownie od kilku miesięcy i nic się nie dzieje: wtedy szuka się przyczyny, a nie kolejnej diety.

Podeślij ten wpis dalej

Podobał Ci się ten wpis? Sprawdź, czy mogę pomóc też Tobie - zacznijmy od krótkiej, bezpłatnej rozmowy o Twoim celu.

Umów bezpłatną konsultację (15-20 min)

Konkrety na Twoją skrzynkę

Zapisz się, a na start wyślę Ci bezpłatny poradnik. Potem - praktyczne wskazówki o treningu, jedzeniu i budowaniu nawyków, bez spamu i zawracania Ci gitary.

Zapisując się, zgadzasz się na otrzymywanie ode mnie newslettera z materiałami o treningu i żywieniu. Administratorem danych jest Bartosz Stępień, Twój Trener Personalny - Bartosz Stępień, NIP 7963010384. Rezygnacja jednym kliknięciem w każdej wiadomości. Szczegóły w polityce prywatności.

Zapisując się, zgadzasz się na otrzymywanie ode mnie maili z treściami o treningu. Możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym czasie - jednym kliknięciem.