Zakwasy, obolałości i długa regeneracja potrafią zburzyć zaangażowanie nawet najbardziej zmotywowanej osoby. Nie dzieje się nic strasznego, jeśli ich obecność ogranicza się tylko do konieczności znoszenia denerwujących bólów, ale gorzej, kiedy masz coś do zrobienia lub idziesz do pracy. Jak się przed tym ustrzec?
Pozory mylą
Nie ma znaczenia w jaki sposób dorobiłeś się zakwasów, czy podczas treningu, czy podczas pracy lub codziennych czynności – często można usłyszeć, że pomocne mogą okazać się zimne kąpiele. W niektórych przypadkach wzięcie takiego prysznica faktycznie wydaje się mieć pozytywny wpływ na różne układy, takie jak układ krążenia, odpornościowy, hormonalny i nawet na nastrój. Nie zalecam jednak tego robić jeśli należysz do osób z nadciśnieniem lub chorobami serca. Literatura naukowa w tej kwestii co prawda jest dość uboga, więc warto konsultować to bezpośrednio chociażby ze swoim trenerem personalnym lub lekarzem. Oczywiście bardzo istotne będą też indywidualne obserwacje.
Nieco bardziej szkodliwym mitem jest teza mówiąca o tym, że zimne kąpiele spalają więcej kalorii. Faktycznie tak się dzieje natomiast są to bardzo minimalne, wręcz niezauważalne ilości, które dodatkowo pojawiają się dopiero po dłuższej ekspozycji (wartości około 10 kilokalorii podczas godzinnej sesji). Nawet jeśli pójdziesz tą drogą i stwierdzisz, że „zawsze coś” (co i tak jest mocno niepraktyczne), to wzrost apetytu spowodowany zimną kąpielą i tak będzie większy niż korzyści, które z niej wyciągniesz. To z kolei sprawi, że efekt pod kątem redukcji masy ciała będzie negatywny. W przypadku morsowania w środku zimy będzie to miało prawdopodobnie większy sens. To jednak też nie zostało wystarczająco udowodnione naukowo, by móc to jasno stwierdzić. Skuteczność redukcji radziłbym opierać na deficycie kalorycznym wygenerowanym przez mniejszą ilość spożywanych kalorii lub poprzez większą aktywność w ciągu dnia. Warto udać się po specjalistyczną pomoc już przy lekkich
Choć zimne kąpiele wydają się być złym wyborem po obaleniu tychże mitów i zazwyczaj to one zachęcały do korzystania z nich, to mimo wszystko warto spróbować samemu. Udowodnione zostało, że aktywna regeneracja, taka jak na przykład spacery, wcale nie odbiega jakością od zimnego prysznica czy wanny. Faktycznie przewaga zimna pojawia się jeśli odbyty wcześniej trening był skrajnie wymagający i powodujący naprawdę potężne uszkodzenia mięśniowe. Pytanie tylko kto tak trenuje na co dzień i czy taki trening jest efektywny? Zdecydowanie nie.
Sposób na walkę bez walki
Jak można pozbyć się zakwasów? Klasyczna metoda to oczywiście masaż po treningu, pod warunkiem, że jest on wykonany w niedługim czasie i osoba korzystająca z tej opcji jest na co dzień osobą zestresowaną. Często stosuje się też różnego rodzaju gorące kąpiele, ale wtedy trzeba liczyć się z tym, że sama kąpiel nie wyleczy Cie z wszelkich obolałości. Są też właśnie zimne kąpiele, ale te wydają się negatywnie wpływać na hipertrofię (czyli wzrost mięśni), a więc nie za bardzo nadają się do używania przez osoby pracujące nad swoją sylwetką.
Najlepszym sposobem wydaje się więc kontakt z trenerem personalnym, który odpowiednio ułoży Twój trening i doradzi w jaki sposób ograniczyć zakwasy. Na rynku jest wielu trenerów. Wielu z nich ma również wiedzę odnośnie fizjologii organizmu, co pomoże również w odpowiednim odżywianiu pod kątem regeneracji. Dieta będzie miała tutaj kluczowe znaczenie. Plan treningowy również trzeba co jakiś czas zmienić. Dopiero kolejnymi krokami są wszelkie sposoby, które mają ograniczyć zakwasy do możliwego minimum. Ciało ludzkie jest tak skonstruowane, że z czasem również zaadaptuje się do ruchu i treningu. Z czasem zakwasów będzie coraz mniej, a nawet w ogóle ich nie będzie. Oczywiście można też skorzystać z tańszej opcji i nie trenować z trenerem, ale to może być niepraktyczne lub tylko dołożyć Ci bólu lub frustracji.

